Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci z siedzibą w Rzeszowie - pomóż nam pomagać chorym Dzieciom

czwartek, 28 sierpnia 2014

 

 

Nie żyję może długo na tym świecie, może sporo jeszcze przede mną, ale mam wrażenie, że na podobną imprezę jak ta, która rozpoczyna się w sobotę w Warszawie już się nie doczekam. W Polsce startują mistrzostwa świata w siatkówce, które zgromadzą większość najlepszych siatkarzy, których na co dzień oglądam w różnych ligach.

O to, że będzie to wielki turniej się nie martwię. Tak właśnie będzie. Nawet jeśli coś się nie uda w stu procentach, to i tak pewnie wyjdzie to lepiej niż w poprzednich imprezach. Świat może nie kocha siatkówki, ale Polacy już tak. I myślę, że udowodnią to w ciągu najbliższych dni.

Impreza jednak imprezą, ale najważniejsze będą medale, które zawisną na koniec na szyjach siatkarzy. I chciałbym widzieć wśród nich szyje Polaków. Kolor medalu? Jakikolwiek będzie sukcesem. Mało tego, już wejście do czołowej szóstki, do ostatniej rundy mistrzostw będzie wynikiem dobrym. Faworytem mistrzostw bowiem nie jesteśmy.

Chętnych jest sporo, a miejsc medalowych niewiele. Sztucznej, dodatkowej presji nam więc nie trzeba. Każdy wie o co gra i jeśli Polacy znajdą się już w tej szóstce, później może zdarzyć się wszystko. I właśnie na to wszystko liczę.

A co więcej? Złoto pewnie znowu zgarnie Brazylia, która mocno kulała w tym sezonie reprezentacyjnym, ale dla niej liczą się najważniejsze imprezy. I tak pewnie będzie. A reszta typów poniżej. To moja odpowiedź na wyzwanie statystyka reprezentacji Polski, Oskara Kaczmarczyka, podbite jeszcze przez trenera Jakuba Bednaruka. A wodą obleję się później.

 



 

piątek, 01 sierpnia 2014

 

 

Nie o takie święto nam chodziło. Nie tak miały wyglądać mistrzostwa świata w siatkówce w Polsce, przynajmniej w telewizji. Okazuje się, że turniej będzie zakodowany, a ogólnodostępna stacja pokaże tylko mecz otwarcia! A gdy zagramy w finale?

Nie będę oceniał ruchu Polsatu, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla kibiców, którzy nie mają Cyfrowego Polsatu (abonenci mistrzostwa dostają gratis), to porażka totalna. Dla Polsatu chyba jedyne najlepsze wyjście, by stracić na mistrzostwach jak najmniej. Po prostu biznes. I ja to rozumiem. Tyle tylko, że najbardziej ucierpi na tym nie kibic, ale cała siatkówka. A rykoszetem może to uderzyć i w Polsat i z PZPS. W całe środowisko.

Ja wiem, że ten kto interesuje się siatkówką już ma Cyfrowy Polsat, albo kanał Polsatu w kablówkach. Mam i ja, i za mistrzostwa dopłacę, bo talerz choć wisi, to jednak korzystam już z dostawcy naziemnego. Tyle tylko, czy o to właśnie nam chodziło organizując mundial?

Przecież lepszej okazji do wygrania na siatkówce już mieć nie będziemy. Chcąc przyciągnąć nowe osoby, rozszerzyć horyzonty, trzeba dotrzeć do jak największej liczy osób. A teraz nikt przypadkowy mundialu nie zobaczy. A jeśli nie zobaczy, nie zakocha się, nie zainteresuje. Nie przyjdzie więc za rok na reprezentację, nie trafi do hali na mecze ligowe. Zostaniemy w swoim gronie, z którego ktoś się jeszcze obrazi, za to ze musi płacić.

Zanim jeszcze turniej ruszył można więc zaryzykować, że nie wygramy na nim tyle, ile można było. I to obojętnie jak wyjdzie organizacyjnie czy sportowo. Do wzięcia była spora pula, ale odcięliśmy jej kawałem sami. Oby teraz tylko wykorzystać w stu procentach to co zostało. Bo inaczej zamiast wielkiego sukcesu i rozwoju siatkówki, będzie klapa, która czkawką odbijać się może bardzo długo.

 



poniedziałek, 07 lipca 2014

 

Włosi nie wygrali dla nas z Brazylią, Polacy nie zagrają w Final Six Ligi Światowej. I co? Klops wielki, bo jako jedyni nie wyszliśmy ze swojej grupy. Trudnej, ciężkiej, ale do ogrania. Brakło seta, punktu. Niewiele, ale sporo. I sytuacja się komplikuje.

Po dwóch zwycięstwach z Iranem Polacy musieli liczyć na szczęście, na walkę Włochów z Brazylią i ich wygraną w choćby dwóch setach. Cudu nie było, Brazylia wygrała, a Włosi byli trochę obok. Ale dlaczego mieliby się bić za nas? Oni swoje zrobili już na początku fazy grupowej, teraz szykowali się na turniej finałowy.

Było blisko, dwa punkty od wygrania grupy, punkt od awansu. Tak, ten punkt który był do wyrwania Włochom czy Brazylijczykom, który Polacy przegrali sami. To nie wina Włochów, Brazylijczyków. To nasi siatkarze przegrali tę walkę i w Final Six nie zagrają.

Łatwiejszej drogi do turnieju finałowego już chyba nie będzie. Trzy zespoły awansują z czterech. A przed turniejem wydawało się, że wystarczy tylko pokonać Iran. Ale i to się nie udało w meczach wyjazdowych. I to w złym stylu.

Co zatem zostaje po Lidze Światowej? Wielu pewnie uzna, że wspaniałe mecze, pokaz siły rezerwowych i walka o wszystko, niemal w każdym spotkaniu. A tak naprawdę za rok czy dwa, nikt nie wspomni zwycięstw nad Brazylią czy Włochami. W historii LŚ nie będzie nas na szczycie. Będziemy jako ci przegrani.

Bo choć było blisko, na mistrzostwa świata to nie wystarczy. Tam liczyć się będą tylko zwycięzcy. A my wciąż mamy z tym problemy. Gdy nie ma Mariusza Wlazłego jest problem, bez Bartka Kurka także. A Michał Winiarski wciąż jest pod formą. Błysnął Rafał Buszek, chwilowo Mateusz Mika, ale w meczach o stawkę i pod presją ten drugi traci na sile, zwłaszcza w ataku. A teraz meczów o nic już nie będzie.

Nie ma nas w Final Six, tragedii nie ma. Nie polegliśmy z kretesem, ale przegraliśmy. Nie ma sukcesu, nie ma popadania w hurraoptymizm. Ale nie ma też co robić tragedii. Z tej mąki może coś być, pod warunkiem, że wszyscy trafią z formą za dwa miesiące. Niemożliwe? Nie w siatkówce.

 

poniedziałek, 02 czerwca 2014

  

„Uwielbiam, jak ktoś mi w ten sposób udowadnia, że się nie znam na siatkówce! Brawo Polacy!” - napisałem po zwycięstwie Polaków nad Brazylią na Twitterze. Piszę i tutaj, bo naprawdę nie wierzyłem w zwycięstwo nad Brazylią. Przeleciało mi nawet przez głowę, że to dobrze, że akurat w takim momencie Stephane Antiga wysyła w bój zmienników, że daje odpocząć najlepszym. Przecież nawet tym byłoby śmiertelnie trudno pokonać rywali.

Ale nie. Wszystko poszło w drugą stronę i teraz szkoda tylko, że w pierwszym meczu nie wykorzystaliśmy swoich szans. Mogło być jeszcze piękniej, a na następne mecze Polacy jechaliby z wysoko podniesionymi głowami. Te i tak mają wysoko, ale nie zadarte do góry. Dumnie trzymane, bo przecież dokonali czegoś wielkiego. Wielkiego jak dla większości tych graczy. Przecież niektórzy właśnie debiutowali w kadrze, niektórzy pierwszy raz zagrali cały mecz. I to z kim!

Tyle tylko, że teraz trzeba zejść na ziemię, bo Brazylia jest słaba jak nigdy. My mocni? Oby. Ale tak, jak po porażce ze Słoweńcami nie było co popadać w marazm, teraz nie zróbmy z tych chłopaków faworytów do wygrywania wszystkiego. Na szczęście okazało się, że po kilku graczach z topu, nie ma czarnej dziury. Że może być życie po Winiarskim, Wlazłym, Kurku itp. Że Antiga nie ma pewniaków na mistrzostwa świata, a koncepcja może się mu pozmieniać. I dzięki Bogu, bo zdrowa rywalizacja może wyjść tylko na dobre. Każdemu.

 

czwartek, 29 maja 2014

 

 

Kilka lat temu z pracy z reprezentacją wyleciał Argentyńczyk Daniel Castellani, bo potraktował Ligę Światową jako poligon. Nie spodobało się to sponsorom, a że na końcu Catellani nie wygrał nic na imprezie docelowej, pożegnał się z posadą. Teraz punkt widzenia zmienił się diametralnie.

Polacy zaczynają kolejny sezon w tym latającym, komercyjnym cyrku. I zaczynają jakby nie zależało im na wyniku. Do Brazylii na mecze z jedną najlepszych drużyn na świecie poleciała praktycznie polska kadra B. Z nazwy pierwsza, ze składu jednak druga. I wcale nie ta, która walczy w Lidze Europejskiej. Po prostu ci, których większość pewnie wrześniowe mistrzostwa świata obejrzy w telewizji.

Ale właśnie ten punkt widzenia. Zmienił się przez te mistrzostwa. Teraz można podporządkować wszystko, by tylko wypalił sportowo mundial w Polsce. Stephane Antiga ma więc komfort pracy. I tak być powinno!

Polskiej reprezentacji w sukurs przyszło też ułożenie grupy i przepisy. Bo tak na dobrą sprawę przegrać w tej Lidze Światowej możemy wszystko. Wygrać tylko z Iranem i zagramy w turnieju finałowym. Można więc poświęcić kilka meczów, by dać odpocząć najlepszym zawodnikom. I tak właśnie się stało.

A kiedy lepiej dać odpocząć jak nie teraz? Przecież na dobrą sprawę w Brazylii mogłaby przegrać i pierwsza kadra naszej reprezentacji i wcale nie byłaby to niespodzianka. Niespodzianką będzie natomiast, jeśli teraz my tam coś ugramy. Bo Brazylia jest podrażniona dwoma porażkami z Włochami. I mogą to być krótkie mecze.

Swoją drogą na kilku zawodników może to być fajna przygoda. Zadebiutować w reprezentacji w meczu z Brazylią to jest coś!

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 236