Widziane spod siatki

Wpisy

  • wtorek, 24 lutego 2015
    • Szaleństwo zakończone sukcesem

       

      Da się grać co trzy dni praktycznie bez treningu? Da, choć sensu w tym wielkiego nie widać. Da się też wygrywać, ale trzeba mieć nie tylko wysoką formę, trochę szczęścia, ale także dobry skład. Tak jak Asseco Resovia w trakcie fazy zasadniczej w PlusLidze.

       

      Cztery miesiące, 26 meczów w PlusLidze, plus osiem w Lidze Mistrzów i dwa w Pucharze Polski. To oznacza granie niemal co trzy dni, z małymi wyjątkami. Tempo szaleńcze, które wytrzymać ciężko. Ale ostatecznie zakończyło się to sukcesem. Choć łatwo nie było.

       

      Gdy ma się w zespole 15 zawodników na równym poziomie, to można się tylko cieszyć i zacierać ręce. To "samograj" - można by powiedzieć. Ale nie w momencie, gdy dziewięciu z nich zjawia się w klubie tuż przed startem rozgrywek, a dziesiąty dochodzi do siebie po kontuzji przez długi czas. Do tego trening jest czymś wyjątkowym, rzadko spotykanym pomiędzy podróżami i kolejnymi meczami. A jednak w tym trudnym kalendarzu udało się odnaleźć zarówno Asseco Resovii, jak i PGE Skrze Bełchatów. Ich równy krok zatrzymał się dopiero na ostatniej kolejce, w której ktoś musiał wygrać.

       

      Ostatnie spotkanie było zwieńczeniem fazy zasadniczej, znakomitym pojedynkiem na najwyższym poziomie. Ale przez cały sezon tak różowo nie było, bo przecież być nie mogło. Rzeszowianom zdarzały się mecze lepsze i gorsze, najważniejsze jednak, że większość z nich zakończyła się zwycięstwem. Wiem, może mało okazałym, na co narzekało wielu, ale to nie łyżwiarstwo figurowe, nie skoki narciarskie, tu nie ma not za styl, o tym się później nie pamięta. Liczy się wynik, a ten został osiągnięty.

       

      Były jednak chwile ciężkie, był kryzys. Ale gdy przez kilkanaście miesięcy gra się bez przerwy, tak jak kadrowicze z Asseco Resovii, to kłopoty z formą są czymś naturalnym. Trafiło na mecz ze Skrą w Łodzi i to zabolało bardzo, zwłaszcza kibiców. Ale trzy miesiące później boli mniej, bo na finiszu to rzeszowianie są wyżej. Były też wpadki z Cuprum Lubin w Rzeszowie i w Olsztynie z Indykpolem. W międzyczasie przyszło też lanie od zespołu z Berlina w Lidze Mistrzów. Ale żadne z tych potknięć w ostatecznym rozrachunku większej krzywdy nie zrobiło.

       

      Dlaczego? Bo nie da się wygrywać wszystkiego i dotyczy to wszystkich. Przekonali się o tym najmocniejsi, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Szczególnie ciężko o równą formę, gdy gra się niemal jednym składem. W Asseco Resovii nie było takiej potrzeby, bo równy, szeroki skład pozwolił wyjść kilka razy z opresji, kilka razy też pozwolił odpocząć najważniejszym graczom. Ale teraz i tak nie ma to żadnego znaczenia.

       

      Wygrana w rundzie zasadniczej może i fest fajna, ale daje to tyle co nic. Teraz bowiem rusza to, co najważniejsze, czyli play-offy. Dopiero tu rozstrzygnie się walka o medale, walka o mistrzostwo. Właśnie teraz ma przyjść najwyższa forma i najlepsze mecze.

       

      Dwa mistrzostwa, które zdobyła Asseco Resovia w ostatnich latach, wywalczone były nie z pozycji lidera, lecz z niższych miejsc. Z kolei wtedy akurat, gdy rzeszowianie wygrali fazę zasadniczą, musieli zadowolić się srebrnymi medalami. Jak będzie teraz? Może być brzydko, ciężkawo, niezbyt atrakcyjnie. Ważne, by na wiosnę znów na górze tabeli byli rzeszowscy siatkarze.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      marcin.lew
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 lutego 2015 10:13
  • piątek, 20 lutego 2015
    • Szaleniec stworzył play-offy. W takiej formie

       

       

      Znaleźliście może kogoś, komu podoba się nowy system tegorocznych play-offów w PlusLidze? Ja nie. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że to ma sens, taki głębszy. Komuś się coś pomyliło chyba, ale trudno - grać trzeba. A piszę o tym teraz, bo jeszcze nie wiadomo kto z kim zagra. Ale i to może nie mieć znaczenia.

       

      Bo ktoś wymyślił złoty środek by... no właśnie nie wiem. Nie skrócenia rozgrywek, nie grania krócej. Po prostu bez sensu. Ale do brzegu... Pierwsza runda play-off będzie rozgrywana w zmienionej formie. Do dwóch zwycięstw, przy czym pierwszy mecz będzie w hali niżej notowanego zespołu. Świetnie. Później dwa w hali rywali, ale przy stanie 0:1 każde potknięcie to dramat. A nikt mi nie powie, że Cuprum Lubin, Transfer Bydgoszcz, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle czy Cerrad Czarni Radom nie są w stanie wygrać spotkania u siebie! A później dzień konia i święto. Ale nie dla tych, co przez cały sezon walczyli o jak najlepszy wynik.

       

      Inna rzecz to terminy tych spotkań. Wszystko rozstrzygnie się w pięć dni! Szaleństwo. Pierwszy mecz w środę, drugi w sobotę, ewentualny trzeci w niedzielę. Wielkie brawa. Wystarczy więc np. grypa żołądkowa w zespole, przeziębienie, jakaś choroba wirusowa. I sezon z głowy, dla każdego zespołu. Tym bardziej to dziwne, że sezon zakończy się początkiem maja! Po co grać więc tak szybko ćwierćfinały?

       

      Półfinały i finały rozciągnięte będą na dwa miesiące. Będą emocje i... niepotrzebne podróże. Znów ktoś nie pomyślał i dwa mecze w jednej hali rozrzucił na cztery, albo siedem dni. Np. gramy w sobotę w Bełchatowie, a później w środę w tej samej hali. Kolejne brawa. Goście mają zostać, wracać? Bez sensu, totalnie. Taki projekt byłby logiczny, gdyby grano systemem 1-1-1-1-1, ale u nas zostało 2-2-1. Zamiast więc szybciej skończyć, dać tydzień urlopu więcej, albo grać z mniejszą częstotliwością w fazie zasadniczej, mamy rozstrzelony sezon, na sam jego koniec.

       

      Kto zatem wygra złoto? Nie zaryzykuje typowania. Przedsmak wielkich emocji będziemy mieli już w sobotę, później napięcie będzie tylko rosło. Skra, czy Resovia? Resovia czy Skra? Ktoś wpadnie jeszcze na ZAKSĘ, która będzie zapewne najbliżej sprawienia niespodzianki w pierwszej rundzie. I dopiero po tych dziwnych ćwierćfinałach będzie można mówić o faworytach. Bo liga francuska w tamtym sezonie pokazała, jak brutalny może być ten system ćwierćfinałów.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Szaleniec stworzył play-offy. W takiej formie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      marcin.lew
      Czas publikacji:
      piątek, 20 lutego 2015 14:25
  • środa, 18 lutego 2015
    • Polska autostrada do medali


      Już chyba wszyscy zdołali się nacieszyć losowaniem przyszłorocznych mistrzostw Europy, które odbędą się w Bułgarii i Włoszech. Polacy trafili do teoretycznie łatwej grupy (Belgia, Białoruś, Słowenia lub Portugalia), a później też nie trafią najgorzej (Bułgaria, Niemcy, Czechy, Hiszpania lub Holandia). Teoretycznie. O autostradzie do medali można było przeczytać wszędzie. Ale czy łatwiej, w naszym przypadku, nie oznacza trudniej?


      Polacy podczas mistrzostw świata, które wygrali w 2014 roku, pokazali że nie boją się nikogo. Nie potrzebują uników, by sięgnąć po medale. Nie trzeba układać tabelek, unikać mocnych. Nie trzeba kombinować. Jak jesteś w formie, ograsz każdego. O ile nie zawiedzie psychika, koncentracja w meczach z tymi teoretycznie łatwiejszymi rywalami. A takich przecież będziemy mieli na mistrzostwach Europy.


      Tyle tylko, że nasza reprezentacja za nic nie będzie już przypominać tej z mistrzostw świata. Zabraknie kilku starszych graczy, wejdą młodsi. A z nogach będą mieli jeszcze Puchar Świata, który odbędzie się dwa tygodnie wcześniej. Dalej spacerek? Oczywiście losowanie mogło być gorsze, o półfinał mogło być trudniej. Ale z tą autostradą bym nie przesadzał.


      Już kilka razy mieliśmy łatwe losowanie, nie zawsze jednak szczęśliwe na mecie. Poza tym od kilu lat te drugie imprezy po wielkich sukcesach jakoś polskim siatkarzom nie wychodziły. Może jednak teraz będzie inaczej? Oby tylko ta autostrada nie okazała się taką typowo polską, dziurawą, drogą i w ciągłym remoncie. Naszym jednak zawsze lepiej się atakowało, niż broniło pozycji.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      marcin.lew
      Czas publikacji:
      środa, 18 lutego 2015 12:34
  • poniedziałek, 16 lutego 2015
    • Siatkarz Papke, prezes Papke

       

      www.pzps.pl 

       


      Był prezes PZPS, nie było prezesa PZPS. Jest nowy, „na miarę naszych czasów”. Zarząd wybrał nowego sternika związku, byłego reprezentanta Polski, Pawła Papke, obecnie posła. Wybrał jedynego zgłoszonego kandydata i wybrał chyba najlepiej.


      Sytuacja jaka ostatnio wytworzyła się wokół Polskiego Związku Piłki Siatkowej jest - delikatnie mówiąc - nie najlepsza. Nie wnikam w to, czy obaj prezesi P., zatrzymani obecnie, są winni czy też nie. Pokaże czas, oceni sąd. Byle szybko, bo tempo prac prokuratury nie powala, ale to akurat nie dziwi. Wracając jednak do samej sytuacji, jak ona się nie zakończy, to jednak nieprzyjemny zapach zaczął się unosić. I ktoś go musi rozgonić.


      A kto mógłby to zrobić lepiej niż były kadrowicz, znakomity niegdyś siatkarz? Ktoś kojarzony wyłącznie pozytywnie, młody, ambitny, zaangażowany w życie siatkarskie. Wybrany w końcu przez kogoś do sejmu, czyli z poparciem ludzi. Może nie przez ludzi stricte związanych z siatkówką, ale pewnie jednak obijających się o nią. Skądś przecież nazwisko kojarzyć musieli.


      W Polskę, w świat poszła informacja, że coś się zmieniło. Przyszedł młody, znający problemy od środka. I ten, kto nie był związany z działaczami przez ostatnie kadencje. Przecież po zmianie władz w PZPS-ie on był jeszcze czynnym siatkarzem, zdobywał medale mistrzostw Polski. Teoretycznie nikt tak jak on nie zrozumie też potrzeb kolegów po fachu, bo jeszcze niedawno był po drugiej stronie.


      Jak będzie rządził? Nie wiem. Nie odniosę się też do pojawiających się już pięć minut po wyborze zarzutów o to, że będzie „słupem”. Na to bym nie liczył znając charakter prezesa Papke. Rewolucji zapewne nie będzie, ale czy takiej potrzebuje nasza siatkówka? Nowy prezes może pójdzie nową drogą, może nie. Na start dostał jednak poważne zadania. Poprawić atmosferę wokół związku, a dodatkowo - chyba trudniejsze - naprawić sytuację w kadrze kobiet. I po tym zobaczymy, czy wybór był dobry.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      marcin.lew
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 lutego 2015 13:57
  • czwartek, 28 sierpnia 2014
    • Mistrzem Brazylia, Polska wysoko, czyli mistrzostwa świata

       

       

      Nie żyję może długo na tym świecie, może sporo jeszcze przede mną, ale mam wrażenie, że na podobną imprezę jak ta, która rozpoczyna się w sobotę w Warszawie już się nie doczekam. W Polsce startują mistrzostwa świata w siatkówce, które zgromadzą większość najlepszych siatkarzy, których na co dzień oglądam w różnych ligach.

      O to, że będzie to wielki turniej się nie martwię. Tak właśnie będzie. Nawet jeśli coś się nie uda w stu procentach, to i tak pewnie wyjdzie to lepiej niż w poprzednich imprezach. Świat może nie kocha siatkówki, ale Polacy już tak. I myślę, że udowodnią to w ciągu najbliższych dni.

      Impreza jednak imprezą, ale najważniejsze będą medale, które zawisną na koniec na szyjach siatkarzy. I chciałbym widzieć wśród nich szyje Polaków. Kolor medalu? Jakikolwiek będzie sukcesem. Mało tego, już wejście do czołowej szóstki, do ostatniej rundy mistrzostw będzie wynikiem dobrym. Faworytem mistrzostw bowiem nie jesteśmy.

      Chętnych jest sporo, a miejsc medalowych niewiele. Sztucznej, dodatkowej presji nam więc nie trzeba. Każdy wie o co gra i jeśli Polacy znajdą się już w tej szóstce, później może zdarzyć się wszystko. I właśnie na to wszystko liczę.

      A co więcej? Złoto pewnie znowu zgarnie Brazylia, która mocno kulała w tym sezonie reprezentacyjnym, ale dla niej liczą się najważniejsze imprezy. I tak pewnie będzie. A reszta typów poniżej. To moja odpowiedź na wyzwanie statystyka reprezentacji Polski, Oskara Kaczmarczyka, podbite jeszcze przez trenera Jakuba Bednaruka. A wodą obleję się później.

       

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Mistrzem Brazylia, Polska wysoko, czyli mistrzostwa świata”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      marcin.lew
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 sierpnia 2014 14:23