Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci z siedzibą w Rzeszowie - pomóż nam pomagać chorym Dzieciom

poniedziałek, 07 lipca 2014

 

Włosi nie wygrali dla nas z Brazylią, Polacy nie zagrają w Final Six Ligi Światowej. I co? Klops wielki, bo jako jedyni nie wyszliśmy ze swojej grupy. Trudnej, ciężkiej, ale do ogrania. Brakło seta, punktu. Niewiele, ale sporo. I sytuacja się komplikuje.

Po dwóch zwycięstwach z Iranem Polacy musieli liczyć na szczęście, na walkę Włochów z Brazylią i ich wygraną w choćby dwóch setach. Cudu nie było, Brazylia wygrała, a Włosi byli trochę obok. Ale dlaczego mieliby się bić za nas? Oni swoje zrobili już na początku fazy grupowej, teraz szykowali się na turniej finałowy.

Było blisko, dwa punkty od wygrania grupy, punkt od awansu. Tak, ten punkt który był do wyrwania Włochom czy Brazylijczykom, który Polacy przegrali sami. To nie wina Włochów, Brazylijczyków. To nasi siatkarze przegrali tę walkę i w Final Six nie zagrają.

Łatwiejszej drogi do turnieju finałowego już chyba nie będzie. Trzy zespoły awansują z czterech. A przed turniejem wydawało się, że wystarczy tylko pokonać Iran. Ale i to się nie udało w meczach wyjazdowych. I to w złym stylu.

Co zatem zostaje po Lidze Światowej? Wielu pewnie uzna, że wspaniałe mecze, pokaz siły rezerwowych i walka o wszystko, niemal w każdym spotkaniu. A tak naprawdę za rok czy dwa, nikt nie wspomni zwycięstw nad Brazylią czy Włochami. W historii LŚ nie będzie nas na szczycie. Będziemy jako ci przegrani.

Bo choć było blisko, na mistrzostwa świata to nie wystarczy. Tam liczyć się będą tylko zwycięzcy. A my wciąż mamy z tym problemy. Gdy nie ma Mariusza Wlazłego jest problem, bez Bartka Kurka także. A Michał Winiarski wciąż jest pod formą. Błysnął Rafał Buszek, chwilowo Mateusz Mika, ale w meczach o stawkę i pod presją ten drugi traci na sile, zwłaszcza w ataku. A teraz meczów o nic już nie będzie.

Nie ma nas w Final Six, tragedii nie ma. Nie polegliśmy z kretesem, ale przegraliśmy. Nie ma sukcesu, nie ma popadania w hurraoptymizm. Ale nie ma też co robić tragedii. Z tej mąki może coś być, pod warunkiem, że wszyscy trafią z formą za dwa miesiące. Niemożliwe? Nie w siatkówce.

 

poniedziałek, 02 czerwca 2014

  

„Uwielbiam, jak ktoś mi w ten sposób udowadnia, że się nie znam na siatkówce! Brawo Polacy!” - napisałem po zwycięstwie Polaków nad Brazylią na Twitterze. Piszę i tutaj, bo naprawdę nie wierzyłem w zwycięstwo nad Brazylią. Przeleciało mi nawet przez głowę, że to dobrze, że akurat w takim momencie Stephane Antiga wysyła w bój zmienników, że daje odpocząć najlepszym. Przecież nawet tym byłoby śmiertelnie trudno pokonać rywali.

Ale nie. Wszystko poszło w drugą stronę i teraz szkoda tylko, że w pierwszym meczu nie wykorzystaliśmy swoich szans. Mogło być jeszcze piękniej, a na następne mecze Polacy jechaliby z wysoko podniesionymi głowami. Te i tak mają wysoko, ale nie zadarte do góry. Dumnie trzymane, bo przecież dokonali czegoś wielkiego. Wielkiego jak dla większości tych graczy. Przecież niektórzy właśnie debiutowali w kadrze, niektórzy pierwszy raz zagrali cały mecz. I to z kim!

Tyle tylko, że teraz trzeba zejść na ziemię, bo Brazylia jest słaba jak nigdy. My mocni? Oby. Ale tak, jak po porażce ze Słoweńcami nie było co popadać w marazm, teraz nie zróbmy z tych chłopaków faworytów do wygrywania wszystkiego. Na szczęście okazało się, że po kilku graczach z topu, nie ma czarnej dziury. Że może być życie po Winiarskim, Wlazłym, Kurku itp. Że Antiga nie ma pewniaków na mistrzostwa świata, a koncepcja może się mu pozmieniać. I dzięki Bogu, bo zdrowa rywalizacja może wyjść tylko na dobre. Każdemu.

 

czwartek, 29 maja 2014

 

 

Kilka lat temu z pracy z reprezentacją wyleciał Argentyńczyk Daniel Castellani, bo potraktował Ligę Światową jako poligon. Nie spodobało się to sponsorom, a że na końcu Catellani nie wygrał nic na imprezie docelowej, pożegnał się z posadą. Teraz punkt widzenia zmienił się diametralnie.

Polacy zaczynają kolejny sezon w tym latającym, komercyjnym cyrku. I zaczynają jakby nie zależało im na wyniku. Do Brazylii na mecze z jedną najlepszych drużyn na świecie poleciała praktycznie polska kadra B. Z nazwy pierwsza, ze składu jednak druga. I wcale nie ta, która walczy w Lidze Europejskiej. Po prostu ci, których większość pewnie wrześniowe mistrzostwa świata obejrzy w telewizji.

Ale właśnie ten punkt widzenia. Zmienił się przez te mistrzostwa. Teraz można podporządkować wszystko, by tylko wypalił sportowo mundial w Polsce. Stephane Antiga ma więc komfort pracy. I tak być powinno!

Polskiej reprezentacji w sukurs przyszło też ułożenie grupy i przepisy. Bo tak na dobrą sprawę przegrać w tej Lidze Światowej możemy wszystko. Wygrać tylko z Iranem i zagramy w turnieju finałowym. Można więc poświęcić kilka meczów, by dać odpocząć najlepszym zawodnikom. I tak właśnie się stało.

A kiedy lepiej dać odpocząć jak nie teraz? Przecież na dobrą sprawę w Brazylii mogłaby przegrać i pierwsza kadra naszej reprezentacji i wcale nie byłaby to niespodzianka. Niespodzianką będzie natomiast, jeśli teraz my tam coś ugramy. Bo Brazylia jest podrażniona dwoma porażkami z Włochami. I mogą to być krótkie mecze.

Swoją drogą na kilku zawodników może to być fajna przygoda. Zadebiutować w reprezentacji w meczu z Brazylią to jest coś!

 



piątek, 16 maja 2014

 

 

Już dziś przedwczesny test dla siatkarskiej reprezentacji Polski. Przedwczesny, bo w eliminacjach do mistrzostw Europy grać nie powinniśmy. Gdyby tylko poprzednia impreza wypadła tak jak należy. Ale to już było, nie ma co wracać. Na starcie biegu na mistrzostwa świata Stephane Antiga i jego ekipa mają pierwszy test, rozgrzewkowy. Bo wniosków z niego i tak nie będzie jak wyciągnąć, bo co można zrobić w kilka dni?

Jedno jest pewne: awans być musi. Inaczej będzie katastrofa. Ale bardziej niż wynik sportowy wszystkich ciekawi jaka będzie ta nowa kadra. Jak będzie wyglądał jako trener Antiga, który dziś we Wrocławiu zadebiutuje w tej roli. Jak będzie wyglądała gra kadry, na ile udało się ją ułożyć przez te kilka treningów.

Nowa więc kadra to będzie czy stara? Patrząc na skład rewolucji nie ma. No bo jaka mogłaby być, skoro Polska to nie Rosja. Nie możemy wystawić trzech porównywalnych reprezentacji. Mamy 10 zawodników do gry, kilku do uzupełnianie. Wciąż poruszamy się w wąskim gronie. Antiga o tyle mógł zmienić kadrę, że ma i Pawła Zagumnego i Mariusza Wlazłego, a to ostatnio było rzadkością.

Czy ci panowie zbawią kadrę? Nie w tym turnieju. Tutaj awans będzie obowiązkiem. Może w mistrzostwach świata, oby. Teraz mają awansować i tyle, zrobić dobry podkład pod dalszą pracę. Bo dopiero końcowa faza Ligi Światowej będzie mogła dać nam odpowiedź na pytanie, jaka będzie ta nowa kadra. Bo pracy w niej pewnie sporo, a dużo łatwiej się pracuje, gdy na starcie dostaje się pozytywnego kopa.



środa, 09 kwietnia 2014

 

 

Miało być nowe, coś wielkiego, innego. A jest jak zwykle. Kadra siatkarskiej reprezentacji Polski, którą powołał Francuz Stephane Antiga niczym nie zaskoczyła. Ale czy mogła?

To jest kluczowe pytanie. I kluczowa odpowiedź. Nie mogła, bo taki mamy potencjał. Jeśli wśród 26 zawodników musimy wziąć tych, którzy w klubie wchodzą tylko na podwyższenie bloku, to znaczy że mamy problem. A takie nazwiska też się tam znalazły. Jeśli w klubie jeden czy drugi zawodnik nie jest w stanie przebić się do składu, to reprezentację ma zbawić? Tym bardziej, jeśli przegrywa rywalizację z kolegą z kadry...

Jeśli trenerem nie byłby Antiga, to w tym gronie 26 graczy znalazłoby się może dwa lub trzy inne nazwiska. Więcej nie, bo potencjał naszej siatkówki jest taki, jak jest. Dlatego wybierać nie było w czym.

Jedno jest nowe, Mariusz Wlazły i Paweł Zagumny w kadrze. I to mogła być kluczowa sprawa przy wyborze selekcjonera. Wiadomo, koledze ze Skry łatwiej byłoby namówić Wlazłego do kadry niż innym. Ale myślę, że Wlazły zagrałby w niej tak czy tak.

A teraz nieobecni. Lista miała być dłuższa, o cztery nazwiska. Takie były ustalenia, by odciąć jeszcze kilku graczy. Podobno były już nawet konkrety. Tyle tylko, że półfinały PlusLigi wszystko namieszały. Namieszało też nagłośnienie nieobecności kilku graczy, bez których wiele osób nie wyobrażało sobie kadry. A dla nich miejsca miało zabraknąć. Dlaczego? A to już podobno nie do końca miał być wybór Antigi.

Skończyło się jednak bez sensacji, bez niej będzie też za kilkanaście dni, gdy wypadnie z kadry czterech graczy. Dwóch ze względów zdrowotnych, dwóch odleci formą. I dalej grać będą niemal ci sami, co w ostatnich latach. Tylko pod nowym przywódcą.

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 236